Zebrali się, żeby protestować przeciwko antyekologicznej polityce miasta, która polega na stopniowym redukowaniu terenów zielonych. Choć istnieją od niedawna, mogą już się pochwalić kilkoma spektakularnymi akcjami, które zostały nagłośnione przez kieleckie media. Członkowie inicjatywy „Zielone Kielce” zapowiadają, że to dopiero początek walki.

– Nie podoba nam się polityka miasta Kielc wobec zieleni. Od dłuższego czasu możemy zaobserwować niepokojący trend, który polega na masowej wycince drzew i niszczeniu roślinności pod inwestycje, szczególnie w centrum miasta. My uważamy, że przestrzeń publiczna w centrach miast powinna mieć charakter rekreacyjny, inną wizję mają radni wraz z Prezydentem Wojciechem Lubawskim. Nie dość, że obecnie poprzez budowę dwóch wielkich galerii handlowych, zmniejszono ruch w centrum miasta i na głównym „deptaku”, to jeszcze próbuje się z Kielc zrobić „betonową metropolię”. Nie zgadzamy się na to. Nasze hasło przewodnie brzmi „Chcemy Kielc zielonych, przyjaznych i szczęśliwych!” – opowiada Kamil jeden z członków inicjatywy „Zielone Kielce”.

– Z bólem muszę stwierdzić, że tego typu działania kieleckich polityków, a w szczególności Wojciecha Lubawskiego są zaczerpnięte rodem ze średniowiecza. Na zachodzie Europy władze już dawno zrozumiały, że zieleń trzeba promować, a nie likwidować. Doskonałym tego przykładem są takie miasta jak Barcelona, Kopenhaga czy Praga. Tam politycy rozumieją, że zieleń oprócz walorów czysto rekreacyjnych pomaga redukować stopień hałasu. U nas musi zmienić się mentalność i świadomość klasy rządzącej, ale na to niestety będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. My nie zamierzamy jednak czekać bezczynnie – dodaje Kamil.

Choć inicjatywa „Zielone Kielce” zawiązała się dopiero w sierpniu, ma póki co charakter nieformalny i składa się z małej liczby osób, to już zdążyła wokół siebie narobić sporo szumu poprzez zorganizowanie kilku happeningów, które nagłośniły problem związany z wycinką drzew w Kielcach. Zaczęło się od akcji  przeciwko prezydentowi Wojciechowi Lubawskiemu. Na kieleckich budynkach i murach zawisły papierowe naklejki z podobizną „wąsatego drwala”, który w zamyśle miał przypominać prezydenta ścinającego siekierą drzewa. Szerokim echem odbiła się również zeszłotygodniowa akcja zakładania masek z wąsami, które symbolizowały prezydenta Lubawskiego, na popiersia znajdujące się w kieleckiej alei sław. Maski te pojawiły się również na twarzach członków inicjatywy, którzy brali udział w kieleckiej masie krytycznej.

Szczególne oburzenie wśród kieleckich społeczników wywołała zapowiedz wycinki aż 196 drzew na Alei Tysiąclecia w Kielcach w związku z poszerzeniem jezdni i budowie dodatkowego pasa. Do tej pory ścięto kilka drzew, ale pozbycie się następnych to tylko kwestia czasu. W proteście przeciwko tak radykalnym działaniom miasta zorganizowali kolejny happening. – Aby zwrócić uwagę na ten problem postawiliśmy na konarach ściętych drzew znicze. To skandaliczne działanie władz miasta. W wielu metropoliach zamiast poszerzania stosuje się zwężanie ulic, żeby zredukować ruch uliczny w centrum. U nas jest odwrotnie. Podobnych absurdów jest w Kielcach więcej. Na ulicy Sienkiewicza – głównym deptaku w mieście, pozbyto się drzew po to, żeby później…postawić na ich miejsce sztuczne – powiedział Kamil.

Choć inicjatywa istnieje od niedawna, to może już pochwalić się pierwszym sukcesem. Lokalne media zainteresowały się ich happeningami i tym samym nagłośniły problematykę, która młodzi ludzie chcą zainteresować mieszkańców. Mimo to oni sami przyznają, że napotykają na wiele przeszkód w swojej działalności – Przede wszystkim na naszych happeningach  prawie nikt się nie pojawia. Na profilu facebookowym zainteresowanie jest spore, ale kiedy trzeba się bezpośrednio zaangażować, to ludzi po prostu nie ma. Na przykład na rowerowej masie krytycznej przygotowaliśmy maski z wąsami dla Kielczan, ale nikt nie chciał ich założyć. Myślę, że to wszystko wynika z tego, że w naszym kraju bardzo mała jest świadomość obywateli, że ich zaangażowanie w sprawy kraju i regionu jest bardzo ważne i nie powinno ograniczać się tylko do okazjonalnego wrzucenia kartki do urny wyborczej. Będziemy próbowali na „swoim podwórku” z tym walczyć, ale ju teraz wiemy, że nie będzie to łatwe. Ostatnio jeden z lokalnych polityków Platformy Obywatelskiej groził procesami  internautom, którzy go krytykowali na jednym z portali. Pewnie dlatego wielu pracowników kieleckich urzędów powiedziało nam, że solidaryzuje się z naszymi postulatami, ale boją się nas oficjalnie poprzeć, bo mogą ich spotkać nieprzyjemne konsekwencje. Władza nie uznaje krytyki i to też stanowi dla takich inicjatyw jak nasza sporą przeszkodę. Dlatego my nie ufamy politykom i nie wierzymy, że istnieje partia, która by chciała nam pomóc. My obywatele musimy sami o pewne rzeczy walczyć – stwierdził Kamil.

W takim razie jakie są plany na przyszłość młodych, kieleckich społeczników? – Naszą misją nadal będzie uświadamianie i informowanie mieszkańców Kielc  o problemach związanych z niekompetentnymi i szkodliwymi działaniami władz miasta. Robimy to już poprzez nasz profil facebookowy, planujemy również założyć stronę internetową. Będziemy nadal organizować happeningi, ale nie chcemy ograniczać się tylko do tego. Chcemy uczestniczyć w konsultacjach społecznych. Mamy głowy pełne pomysłów. Rozważamy między innymi organizowanie tzw. „guerilla gardening”, czyli zmianie nieużytków miejskich w ogrody i zielniki. Będziemy chcieli również nagłaśniać inne ważne kwestie dla miasta i całego regionu, między innymi to, że ścieżki rowerowe budowane są w sposób nieprzemyślany i chaotyczny. Popieramy również projekt organizacji pozarządowych dotyczący stworzenia budżetu obywatelskiego w Kielcach.  Pole do działania jest więc bardzo duże – uważa Kamil.

W tym momencie „Zielone Kielce” są jedynie nieformalną inicjatywą. Czy nie lepszym rozwiązaniem byłoby zarejestrowanie stowarzyszenia? – Zdajemy sobie sprawę z tego, że w stowarzyszeniu łatwiej wdrażać demokratyczne procedury, ale w tym momencie nie jesteśmy zdecydowani na taki krok. Póki co jest nas mało. Jeśli jednak dołączy do nas większa liczba osób, która będzie popierała nasze postulaty, to nie wykluczamy tego, że dokonamy rejestracji stowarzyszenia. Póki co cieszymy się, że możemy razem współpracować i walczyć o promowanie wspólnych idei. To nas rozwija i sprawia, że czujemy się świadomymi i odpowiedzialnymi obywatelami – wyjaśnia Kamil.

A my cieszymy się, że taka inicjatywa w Kielcach powstała. Oby „Zielone Kielce” rosły w siłę, a trud włożony w uświadamianie mieszkańców i patrzenie władzy na ręce nie poszedł na marne. Będziemy również przyglądać się działaniom organizacji i opisywać je na naszych łamach.

Bartosz Oszczepalski

Tekst ukazał się we wrześniu 2012 r. Zdjęcia autorstwa Jakuba Kotuły opublikowane dzięki uprzejmości członków inicjatywy „Zielone Kielce”.