zagorny

Z Marianem Zagórnym, przewodniczącym Związku Zawodowego Rolników Rzeczpospolitej „Solidarni” rozmawiałem o nadużyciach władzy w Polsce, niesprawiedliwych wyrokach oraz potrzebie radykalizowania się związków zawodowych. „Solidarni” dołączyli do sieci My Obywatele.

Rok temu w wywiadzie do „Nowego Obywatela” mówiłeś, że w wyniku wyroku sądowego dostałeś nakaz stawienia się do aresztu. Powiedz jaki finał miała ta sprawa i przypomnij dlaczego zostałeś skazany.

Marian Zagórny: Wyrok dostałem za protesty w obronie rolników. Chodziło między innymi o wysypywanie zboża na tory w latach 90-tych w proteście przeciwko nadmiernemu importowi i przemytowi zboża do Polski, co przyczyniało się do problemów polskich rolników ze zbyciem płodów rolnych. Oczywiście zawsze wysypywany był nielegalny towar. Ponadto w 1997 roku przyspawaliśmy  skład importowanego zboża do torów na stacji PKP w Muszynie. W sumie za wysypywanie zboża dostałem 11 wyroków. Dodam, że importowane zboże nie dość, że było nielegalne, to jeszcze bardzo często skażone. W ten proceder zamieszani byli wysoko postawieni politycy z różnych opcji. Ponieważ chodziło o przemyt, to z tego tytułu wielkie straty finansowe poniosło państwo polskie. Oszukiwano więc społeczeństwo, państwo i konsumentów. To jednak nie prawdziwi przestępcy, ale ja zostałem skazany.

Mam więc wyrok, ale nie trafiłem w tym roku do więzienia. Głównym powodem są moje problemy zdrowotne. Kilka miesięcy temu, gdy przebywałem na kolonii dla dzieci i młodzieży źle się poczułem i trafiłem do szpitala. Potem okazało się, że dwa tygodnie wcześniej miałem zawał, o czym nie wiedziałem. Obecnie czekam na opinię lekarzy biegłych, którzy zadecydują, czy w tym stanie mogę trafić do aresztu. Prezydent Bronisław Komorowski mógł mnie ułaskawić, ale choć trzy z pięciu sądów wyraziły opinię, że powinienem być ułaskawiony, to nie zdecydował się na taki krok.

Poświęciłeś życie dla działalności związkowej. Walczyłeś o prawa rolników, publicznie piętnowałeś nadużycia i korupcję władzy. Niestety spotkało cię z tego powodu wiele nieprzyjemności w postaci rozpraw sądowych i wyroków. Czy teraz, z perspektywy czasu uważasz, że było warto?

Marian Zagórny: Oczywiście, że tak. Nie żałuję niczego. Walczyłem i będę walczył o prawdę dopóki zdrowie mi na to pozwoli. Ja nigdy nie rzucałem oskarżeniami „na oślep”. Zawsze miałem twarde, dobrze udokumentowane dowody.

Możesz podać jeszcze jakieś przykłady?

Marian Zagórny: Tak było z Zakładami Mięsnymi MAT w Czerniewicach, w sprawie których interweniowałem bez skutku w Sejmowej Komisji Rolnictwa. Firma oszukiwała lokalnych rolników oraz pracowników. Zalegała pośrednikom i rolnikom  pieniądze za skupowany żywiec i bydło. Poszkodowani ludzie domagali się opłat za dostawy, ale byli odprawiani z kwitkiem. Firma ta była największym pracodawcą w regionie, ale ogłosiła upadłość i w ten sposób mnóstwo osób straciło pracę.  Jednak z racji tego, że w jej zarządzie byli ludzie z Platformy Obywatelskiej i PSL-u, to nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności.  Winni całej tej sytuacji są dobrze chronieni przez władzę. A było to jedno wielkie oszustwo przygotowywane przez kilka miesięcy. Sprawę tę zgłosiliśmy do redaktorów Telewizji Trwam. Dzięki temu w programie „Po stronie prawdy” ukazał się reportaż filmowy dotyczący MAT-u, w którym miałem okazję się wypowiadać ja oraz wielu poszkodowanych dostawców i rolników.

Przypomnij, kiedy i w jakich okolicznościach powstał Związek Zawodowy Rolników Rzeczpospolitej „Solidarni”.

Marian Zagórny: Związek został utworzony w 2005 roku. W tym czasie należałem do NSZZ Solidarność Rolników Indywidualnych i działałem w Ogólnopolskim Komitecie Protestacyjnym, który powstał w ramach sprzeciwu wobec nadmiernego importu zbóż zza granicy, na czym tracili przede wszystkim polscy rolnicy. Jednak ówczesnemu szefowi związku nie podobały się nasze protesty i kazał nam ich zaprzestać. Nie mogłem się z tym zgodzić i dlatego zdecydowałem się na wystąpienie z NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych i założyłem Związek Zawodowy Rolników Rzeczpospolitej „Solidarni” w ramach, którego nadal piętnuje nadużycia władzy. Razem ze mną „Solidarność” opuściło wielu rolników, którym nie podobały się poczynania centrali.

Czym oprócz walki o prawa i interesy rolników zajmuje się związek?

Marian Zagórny: Organizujemy wyjazdy na kolonie, obozy letnie i zimowe dla dzieci z rodzin wiejskich oraz biednych. Około tysiąca dzieci rocznie korzysta z tej formy pomocy. Ponadto staramy się wspierać finansowo rolników będących w wyjątkowo trudnej sytuacji finansowej, a naprawdę wielu z nich takiej pomocy potrzebuje. Aby w trakcie tych obozów móc doposażać dzieci z rodzin wiejskich w odzież i buty założyliśmy fundację „Jesteśmy solidarni”.

Ostatnio w mediach pojawiła się informacja o waszych kłopotach z lokalem w Jeleniej Górze. Czy mógłbyś opisać całą sprawę?

Marian Zagórny: Lokal mieszczący się przy ulicy Wojska Polskiego kiedyś wynajmowała NSZZ RI Solidarność. Po wystąpieniu z „Solidarności”, zaczęliśmy go użytkować już jako „Solidarni”. Chcieliśmy przejąć ten lokal, ale pomimo moich interwencji i próśb, miasto nie wyraziło na to zgody. Prosiłem też, aby wystawiali faktury na nasz związek, ale tego też nie udało nam się załatwić. W efekcie sąd zezwolił na przeprowadzenie eksmisji, która odbyła się w dziwnych okolicznościach. Policja wtargnęła do biura, gdy naszej pracownicy nie było w środku. Skonfiskowano mnóstwo rzeczy, ważnych dokumentów, między innymi tych, które stanowiły dowody przeciwko wielu politykom Platformy Obywatelskiej. Za kilka dni sąd ogłosi wyrok w sprawie domniemanej nielegalnej eksmisji z lokalu.

Znany jesteś z bycia radykalnym związkowcem. Powiedz, jaką według ciebie drogą powinny pójść największe centrale związkowe w Polsce, takie jak „Solidarność”? Lepsza jest bezkompromisowa konfrontacja, czy może poszukiwanie dialogu z władzą?

Marian Zagórny: Związki muszą być radykalne i niezłomne, bo z tą władzą nie ma już o czym dyskutować. Nasz związek wysłał ponad 300 pism w różnych sprawach do wojewodów i premiera. Nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi. Oni są nawet gorsi od komunistów, bo tamci przynajmniej pozorowali jakiś dialog, a politycy PO nawet nie udają, że im zależy. Na przykład niebywałym skandalem dla mnie było namawianie do nie pójścia na referendum w sprawie odwołania prezydent Warszawy. Rozmawiałem o tym z osobami z innych krajów i one uważają, że gdyby u nich jakiś polityk tak powiedział, to na zawsze zniknąłby z życia politycznego. Dla nich obywatele są zwykłymi śmieciami. To jest niestety bolesna prawda. Dlatego ich należy wywieźć taczkami do najodleglejszego zakątka na świecie, na przykład do Kazachstanu. Tylko najpierw należałoby dopilnować, żeby i tam nie narobili szkód. W Polsce potrzebna jest rewolucja taka jaka miejsce w Egipcie i w razie czego ja jestem na to gotowy. Natomiast jeśli chodzi o polskie związki zawodowe, to my popieramy działania „Solidarności” pod przewodnictwem Piotra Dudy.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Bartosz Oszczepalski.