Logo Stowarzyszenia SADYBA

We współczesnych czasach powszechnym zjawiskiem stała się dewastacja i likwidacja terenów przyrodniczo i kulturowych. Na szczęście w Polsce istnieje wiele organizacji, które  podejmują walkę z tymi zjawiskami i odnoszą sukcesy. Jedną z nich jest Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba”.

„Sadyba” jest obecnie jednym z najbardziej znanych stowarzyszeń na Mazurach, głównie ze względu na swoje akcje, które zyskały rozgłos zarówno w regionie, jak i w całym kraju. Organizacja powstała w 2004 roku z inicjatywy małżeństwa – Danuty i Krzysztofa Worobców. Krzysztof Worobiec – geograf z wykształcenia, pełni funkcję prezesa „Sadyby”. Piękno Mazur po raz pierwszy poznał podczas pobytu wakacyjnego w 1989 roku. W latach dziewięćdziesiątych wraz z żoną na stałe zamieszkał na Mazurach. Worobcowie założyli także w Kadzidłowie osadę kulturową, która została wpisana do rejestru zabytków. Nie poprzestali jednak na tym.  – Gdy zakładaliśmy „Sadybę” naszą motywacją było to, że zaobserwowaliśmy gwałtowny proces zmiany krajobrazu na Mazurach z powodu działalności człowieka. Polegało to na przykład na wycinaniu drzew znajdujących się w alejach przydrożnych. Uznaliśmy, że nie możemy pozostać wobec tego faktu obojętni  – wyjaśnia.

Przeciwko wycinkom

Wycinanie drzew zarówno w województwie warmińsko – mazurskim, jak i w całym kraju stało się tak częstym procederem, że właśnie w 2004 roku organizacja stworzyła kampanię pod hasłem „Ratujmy aleje”. Data ta nie jest przypadkowa, albowiem w tym roku weszły w życie przepisy, które pozwalały na usuwanie na wielką skalę drzew znajdujących się przy drogach. Akcja miała głównie charakter edukacyjny i była nakierowana na uświadamianie obywateli i zwrócenie uwagi na ten problem. Rozpoczęła się od wysłania listu do organizacji pozarządowych z terenu Warmii i Mazur, ale bardzo szybko rozszerzyła się na całą Polskę. Wraz ze stowarzyszeniami, które odpowiedziały na list, skierowano wspólny apel do Sejmu, Senatu oraz innych instytucji, w którym zwrócono uwagę na to, że aleje powinny być w całej Polsce chronione w takim samym stopniu jak kapliczki czy zabytkowe zabudowy wsi. – Chodziło nam o wprowadzenie odpowiednich zmian w ustawie o ochronie przyrody, które ograniczałyby niszczenie alei przydrożnych – twierdzi Krzysztof Worobiec.

sadyba1

O proteście zaczęto mówić w mediach ogólnopolskich i lokalnych, zyskał on poparcie zarówno piosenkarzy, pisarzy, dziennikarzy oraz co najważniejsze polityków z różnych ugrupowań parlamentarnych, między innymi posłanki z województwa warmińsko – mazurskiego – Joanny Sosnowskiej, która w Sejmie złożyła projekt nowelizacji ustawy o ochronie przyrody. W tym celu w Sejmie w 2005 roku powołano specjalną komisję, która pracowała nad projektem, jednak nie doszło do głosowania nad poprawką, ze względu na to, że przedwcześnie zakończyła się kadencja Sejmu. W pracach komisji brało udział wielu działaczy organizacji pozarządowych, w tym również Krzysztof Worobiec. W następnej kadencji kolejny projekt złożył poseł Stanisław Kozak z Prawa i Sprawiedliwości.  Niestety utknął on w Sejmie i w związku z tym członkowie „Sadyby” zdecydowali się na zamieszczenie w „Gazecie Wyborczej” serii płatnych ogłoszeń informujących o szkodliwości wycinek i wskazujących na możliwości alternatywne, a także po raz kolejny zaapelowali do władz o zajęcie się tym problemem. Okazało się jednak, że warto było czekać. W 2010 roku doszło do długo oczekiwanego przełomu. Tym razem Arkadiusz Litwiński był wnioskodawcą poselskiego projektu zmiany ustawy o udostępnieniu informacji o środowisku i jego ochronie. Dzięki interwencji Krzysztofa Worobca podkomisja zajmująca się projektem uwzględniła niektóre z jego sugestii. Tym samym Sejm przegłosował, a Prezydent podpisał ustawę, która wprowadziła zasadę polegająca na tym, że prezydenci miast, burmistrzowie decyzję o wycince drzew muszą najpierw skonsultować z regionalnymi dyrektorami ochrony środowiska, a organ wydający decyzje o wycince drzew przydrożnych przed jej wydaniem musi przeprowadzać oględziny w terenie pod kątem występowania gatunków chronionych. Ponadto w myśl nowelizacji chroniona jest również korona drzew, a nie tak jak to było dotychczas – tylko bryła korzeniowa. Sukces miał wielu ojców, lobbowaniem za zmianami w prawie zajmowało się wiele osób, ale to właśnie członkowie „Sadyby” zainicjowali debatę na ten temat i jako pierwsi podjęli walkę.  Efektem akcji jest również wydanie w 2009 roku przez stowarzyszenie książki „Aleje przydrożne. Historia, znaczenie, zagrożenie, ochrona”.

Parki dla  narodu!

„Sadyba” uczestniczy również w innych projektach mających na celu doprowadzenie do korzystnych dla przyrody zmian w prawie. Od 2010 roku organizacja współtworzy ogólnopolską koalicję „Oddajcie parki narodowi”. – Naszym celem jest ułatwienie możliwości tworzenia parków narodowych na terenie całego kraju. Obecnie niestety jest ono bardzo często blokowane przez władze samorządowe. Dążymy do tego, żeby ograniczyć możliwości decyzyjne samorządów w tym zakresie. W 2011 i 2012 roku miałem osobiście zaszczyt czytania projektu obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej podczas sesji plenarnej Sejmu. Odpowiadałem też na wiele pytań posłów. W tej chwili trwają prace nad projektem w podkomisji sejmowej – powiedział Krzysztof Worobiec. Podpisy poparcia inicjatywy zbierano w całym kraju. Podpisało się aż ćwierć miliona osób.

sadyba4

Nie jest to jednak jedyna inicjatywa dotycząca tworzenia parków, w którą angażuje się „Sadyba”. Stowarzyszenie podejmuje działania na rzecz powołania Mazurskiego Parku Narodowego. – Wzorujemy się na ideach profesora Władysława Szafera – znanego krakowskiego botanika i działacza ochrony przyrody, który taką koncepcję zaproponował jeszcze w latach sześćdziesiątych – tłumaczy Worobiec. W styczniu ubiegłego roku zawiązano „Koalicję na rzecz Ochrony Mazurskiego Parku Krajobrazowego”, w której skład wchodzą oprócz „Sadyby” przedstawiciele kilku innych mazurskich stowarzyszeń. Koalicjanci uważają, że na terenie obecnie istniejącego MPK od kilku lat nie ma planu ochrony krajobrazu przyrodniczego i kulturowego, choć ustawa taki obowiązek nakłada na samorządy. Skutkuje to coraz częstszym występowaniem samowolek budowlanych, czy dzikich obozowisk kempingowych. Organizacje zwracają uwagę, że rozwiązaniem tego problemu może być właśnie utworzenie parku narodowego, co pozwoliłoby skuteczniej chronić piękne twory natury na Mazurach przed niekorzystną działalnością człowieka. Ekolodzy wielokrotnie przekonywali do swoich racji na łamach prasy, reprezentował ich między innymi Krzysztof Worobiec. Ich argumenty spotykają się jednak już od kilku lat z niezrozumieniem ze strony polityków samorządowych, którzy uważają, że obecnie istniejący Mazurski Park Krajobrazowy spełnia swoją rolę. Czas pokaże czy członkom koalicji na czele z Krzysztofem Worobcem uda się wygrać tę batalię. Mój rozmówca nie ukrywa, że tego typu konflikty wynikają ze złej woli polityków samorządowych. – Wśród nich panuje cały czas opinia, że stowarzyszenia chcą odebrać im władzę i zagarnąć ją dla siebie. Można u nich zauważyć bardzo niską świadomość kulturową i ekologiczną. Muszę przyznać, że o wiele lepiej układa nam się współpraca z politykami, którzy pełnią ważne funkcje na szczeblu ogólnokrajowym. Worobiec przyznaje, że z drugiej strony ich działalność spotyka się z coraz większym uznaniem ze strony obywateli. – Gdy zaczynaliśmy wiele osób miało do nas dystans. Często byliśmy nazywani „ekooszołomami”. Obecnie pod tym względem jest zdecydowanie lepiej, szczególnie wśród młodego pokolenia, które przekonuje się do naszych poglądów – kwituje.   

Nie tylko przyroda

„Sadyba” nie ogranicza się jednak tylko do działań związanych z ochroną przyrody. Wielokrotnie organizacja podejmowała inicjatywy, które wiązały się z dbaniem o zabytki i obiekty historyczno – kulturowe. „Sadyba” od 2009 roku realizuje przy współpracy z Nadleśnictwem Piskim autorski projekt „Zagubione wioski puszczy piskiej”. – Założeniem projektu jest przywracanie pamięci o wioskach z terenu Mazur, które zostały w 1945 roku zlikwidowane i rozszabrowane – twierdzi Worobiec.

sadyba2

Inspiracją do przeprowadzenia projektu była twórczość niemieckiego, znanego pisarza Ernsta Wiecherta, który pochodził z tego regionu. Organizacja na swojej stronie internetowej zamieściła takie oto jego słowa: „Kroniki nie mówią o zagubionych wsiach. Wśród jezior i bagien owej wschodniej krainy położone są te wsie z szarymi dachami i ślepymi oknami [..] Są niby mogiły z czasów dawno zapomnianych wojen, zapadłe, z zatartymi napisami”. Słowa te okazały się prorocze, gdyż o wielu wioskach z rejonu Puszczy Piskiej mało kto już pamięta, a jedynym świadectwem ich istnienia są niewielkie mogiły schowane w gąszczu krzewów i traw. Dotyczy to między innymi wsi Sowiróg, którą Wiechert opisał w swojej powieści, a po której zostały już tylko drzewa owocowe, krzewy i kilka cegieł.

Projekt składa się z kilku etapów, a pierwszym z nich był w 2009 roku obóz, w ramach którego wolontariusze z trzech krajów: Niemiec, Rosji i Polski szukali śladów zaginionych mazurskich wsi – Sowirogu oraz Wądołku. Na początku obozu członkowie „Sadyby” opowiadali młodym ludziom o historii i kulturze regionu. Następnie rozpoczęła się ciężka fizyczna praca w terenie – młodzi ludzie karczowali drzewa, wyrywali krzaki, równali teren, odkopywali nagrobki przysypane stertami ziemi. Przy okazji prowadzonych tam prac udawało się natrafić na ciekawe znaleziska np. zabytkową płytę nagrobną w Wądołku. To jednak nie jedyne obozy wolontariackie, które odbyły w ramach tego projektu W 2010 roku wolontariusze pracowali w Szastach i Przerośli. Z kolei w 2011 roku grupa młodzieży z kilku krajów zaangażowała się w prace porządkowe na opuszczonych cmentarzach znajdujących się przy nieistniejących już wioskach na dawnym prusko – mazowieckim pograniczu: Piskorzewie i Wolisku.  Odkryte „na nowo” i uporządkowane miejsca zostały objęte opieką przez leśniczych. W tych miejscach ustawione zostały tablice informacyjne i kierunkowskazy. Wokół terenów opracowywane są również trasy szlaków turystycznych. W przyszłości zostaną też wydane mapy i przewodniki, które ułatwią turystom dotarcie do „miejsc zapomnienia”.

Od początku istnienia „Sadyba” angażuje się w prace porządkowe na innych cmentarzach z obszaru Mazur. Członkom stowarzyszenia nie jest również obojętny los zabytków z województwa warmińsko – mazurskiego i podlaskiego. Składają oni wnioski do konserwatorów, aby podjęli stosowne kroki w celu ochrony i konserwacji zgłoszonych zabytków. Organizacja obecnie liczy 44 członków. Jak twierdzi Krzysztof Worobiec to, że łączą ich przyjacielskie, a czasem wręcz sąsiedzkie relacje, pomaga im we wspólnej działalności. Pozostaje tylko spodziewać się kolejnych sukcesów „Sadyby” w przyszłości.

Bartosz Oszczepalski       

Zdjęcia pochodzą ze strony internetowej organizacji:

  www.sadybamazury.wordpress.com