one-big-fist

Nie ma bardziej konkretnego i pełnego treści ideału politycznego, jak ideał zawarty w greckim wyrazie: demokracja, ideał Państwa ludowego. To nie jest frazes, pozbawiony ścisłego znaczenia. To jest przedmiot określonych dążeń mas ludowych, dążeń najzupełniej osiągalnych i osiągany już w różnych okresach historii przez narody, które z owych osiągnięć roszczą sobie słuszne pretensje do dumy i chluby.

Koncepcja Państwa ludowego nie wiąże się wyłącznie ze zwycięstwem takiego lub innego stronnictwa politycznego. Zdaje nam się, że pewna część naszej prasy demokratycznej niesłusznie zacieśnia i degraduje ideał Polski ludowej, uważając, że będzie nią po prostu Polska, w której do władzy dojdzie PPS, ewentualnie w sojuszu z takimi lub innymi czynnikami. Podobnie Francja ludowa nie jest prostym synonimem (równoznacznikiem) Francji frontu ludowego. Chyba w większym stopniu była ludową Francja w okresie Wielkiej Rewolucji, w pamiętnym r. 1794, w którym komisarze konwencji prowadzili armie ludowe do boju z najazdem zewnętrznym i popierającą go rodzimą reakcją. Jeśli zaś chodzi o front ludowy z r. 1936, to zapewne, oceniając ostatnie wydarzenia z pewnej perspektywy, dojdziemy kiedyś do przekonania, że rządy tego ugrupowania były nietrwałe, a reformy jego nieskuteczne właśnie dlatego, że w zbyt małym stopniu były one rządami naprawdę ludowymi i wyrażającymi koncepcję Państwa ludowego, że zanadto były rządami koterii parlamentarnych, oddzielonych od mas ludowych.

Koncepcja Państwa ludowego nie wiąże się także z tymi lub innymi formami ustroju państwowego. Ludową była republika rzymska w IV i III w. przed Chr., gdy jej armie – obywatelskie i chłopskie, pod wodzą swobodnie obieranych konsulów gromiły najpotężniejszych przeciwników, natomiast u swego schyłku, w przededniu ustanowienia cesarstwa rzymskiego, ta sama republika była oligarchiczna, tzn. rządziły w niej zamknięte kliki senatorów. Podobnie ludową była rodząca się w XIV w. wolna Szwajcaria, powołana do życia według pięknej legendy przez przysięgę, składaną przez górali alpejskich na łące Grütli, gdy przy tych samych formach ustrojowych Związek Szwajcarski w końcu XVIII w. był na wskroś zmurszałym przeżytkiem, a odrodził się dopiero po kilku dziesiątkach lat obcych interwencji i wojen domowych.

I podobnie nie są ludowymi dzisiejsze państwa totalne, państwa monopolu partyjnego i dyktatury, mimo że same chętnie proklamują swój charakter „ludowy” (Niemcy hitlerowskie) lub klasowo-proletariacki (Rosja sowiecka). Nie są ludowe, choćby nawet dyktatury ich przykuły do swego rydwanu liczne masy ludowe. Nie są ludowe, bo te masy są tam tylko tworzywem i przyjmują idee, narzucane im przymusowo z góry przez sztaby dyktatorów; same zaś nie mają najmniejszego wpływu na bieg wydarzeń i nie wnoszą do życia państwowego żadnych własnych wartości. Totalizm państwowy, realizowany przez współczesne nam dyktatury dążeń, stał się zaprzeczeniem ludowości, nawet jeśli wyrósł na podłożu rewolucyjnych dążeń ludowych.

Państwo ludowe, to państwo, w którym istnieje pełna zgodność idei i dążeń mas ludowych z ideami i dążeniami ośrodków kierujących życiem państwowym, a wyrazem tej zgodności jest jedność i tożsamość kierownictwa państwa z kierownictwem mas ludowych, swobodnie powołanym do życia przez samorzutne organizacje tych mas. W Państwie ludowym czynnik kierowniczy – użyjmy raz jeden wyrażenia w najwyższym stopniu zdyskredytowanego: „elita polityczna” – jest po prostu bezpośrednim wytworem najdzielniejszego i najzdolniejszego składnika mas ludowych, a jeśli wśród kierownictwa znajdują się jednostki pochodzeniem obce masom ludowym, to funkcję tę spełniają z tytułu zaufania, jakim darzą ich masy, które widzą w nich najdoskonalszych wyrazicieli swych własnych dążeń i ideałów.

Dyscyplina społeczna w Państwie ludowym wypływa ze świadomości, wyższych od dobra jednostki lub grupy, konieczności zbiorowych; jest dyscypliną, jaką nadaje sama sobie gromada, starająca się zbiorowym wysiłkiem o udoskonalenie warunków bytowania.

Już stary Arystoteles rozróżniał zresztą ludowładztwo, demokrację od władzy motłochu, ochlokracji. Nie jest państwem ludowym państwo, w którym nad sytuacją panuje kierowany niskimi instynktami motłoch (np. motłoch nacjonalistyczny), podobnie jak nie jest państwem ludowym „koleżeńska republika” (termin francuski) klik parlamentarnych. W dzisiejszej strukturze gospodarczej pełnym państwem ludowym będzie tylko organizacja, stanowiąca polityczny odpowiednik syndykalistycznie zorganizowanych mas pracujących.

***

Wracając do tych chmurnych, ale i radosnych dni, gdy załamała się w Polsce ostatnia obca okupacja, a więzień z Magdeburga (Józef Piłsudski) przybył na dworzec warszawski, musimy podkreślić całą wagę tego faktu, że Polska odradzała się wówczas do bytu niepodległego jako „wolna Polska, wolność ludom niosąca” – jako Polska ludowa.

Nie był to przypadek. Nie chcemy jednak powtarzać rzeczy dobrze znanych, choćby, że poczynając od insurekcji kościuszkowskiej, poprzez Towarzystwo Demokratyczne i „czerwonych” powstania styczniowego, aż po Piłsudskiego i PPS z r. 1905, wszyscy niepodległościowcy polscy dążyli do wprowadzenia mas ludowych do walki o Polskę, która miała być ich Polską. Nie chcemy jeszcze raz powtarzać płomiennych artykułów „Robotnika”, redagowanego przez późniejszego Marszałka Polski, bo one w nas żyją i z treści ich niczego nigdy nie uronimy.

Chcemy za to z całą prostotą jeszcze raz stwierdzić, że Polska powstała w listopadzie 1918 r. jako państwo ludowe, w którym kierownictwo państwowe było identyczne z kierownictwem mas ludowych: robotników i chłopów. W rządzie ludowym zasiadali prawdziwi robotnicy i prawdziwi chłopi; to fakt dziejowy, którego wagi nie umniejsza późniejsza słabość niektórych ówczesnych członków tego rządu, których nazwiska żyrują dziś czasem złą sprawę faszyzmu i reakcji. Ale przede wszystkim ludzie sztandarowi, biorący wówczas na siebie odpowiedzialność za Polskę ludową: Piłsudski, Moraczewski, Daszyński, Thugutt, chociaż nie związani pochodzeniem z masami ludowymi byli najwyższymi wyrazicielami ideału tych mas.

Artykuł nasz nie ma charakteru „wspominkowego” i z tego względu musimy także podnieść słabą stronę Polski ludowej z listopada 1918 r. Nad myślą jej twórców i przywódców ciążyła patriotyczna troska o utrwalenie wolności: troska, o armię, reprezentowaną przez garść nieuzbrojonych ochotników, o skarb, sabotowany przez klasy posiadające, o wykreślenie odpowiednich granic nowego kraju na mapie Europy. Ta troska nie wyraziła się jednak w pogłębieniu rewolucji ludowej, w walce o bezpośrednią realizację całego programu, proklamowanego w Lublinie, z podpisami Daszyńskiego, Moraczewskiego, Śmigłego-Rydza, …a nawet Wincentego Witosa. Spowodowała natomiast usunięcie się bez walki Polski ludowej przed czymś zupełnie innym i mniejszym, co reprezentował i gabinet Paderewskiego, i sejm zebrany w lutym 1919 r. Początek wstecznej ewolucji, która, tylko na chwilę przerwana w maju 1926 r., trwa do dzisiejszego dnia…

***

Mamy za sobą dwadzieścia lat… Dwadzieścia lat walki i pracy w odrodzonej Polsce.

W ciągu tych dwudziestu lat oblicze kraju uległo wielkim, zewnętrznym i wewnętrznym przeobrażeniom. Nowe linie kolejowe i asfaltowe gościńce wiążą dawne dzielnice w nową całość gospodarczą i społeczną; na wybrzeżach Bałtyku wyrosła Gdynia. Materialna potęga państwa polskiego została wielokrotnie zwiększona. Coraz większą rolę w życiu społeczeństwa odgrywa młode pokolenie, które nie pamięta już obcych rządów w Polsce.

Ale zarazem ideowa ewolucja poszła – powiedzieliśmy to wyżej – nie naprzód, tylko wstecz. Między aparatem państwowym, a masami ludowymi wyrosły bariery, wznoszone czasami tylko przez nierozum, lecz częściej przez świadome działanie „elit”. Pojawił się upiór faszystowskiego totalizmu… ten upiór, który przepędzony przed rokiem, znowuż w całej szpetocie zaprezentował się onegdaj na niektórych zgromadzeniach „przedwyborczych”, zamawiany przez nie byle jakich znachorów, bo choćby przez wielce znakomitego pana profesora Makowskiego.

Zmieniły się jednak także i masy ludowe. Są one bardziej dojrzałe niż w r. 1918, bez porównania bardziej wyrobione, pełne samowiedzy i dlatego zdolne do walki – na dzisiaj może tylko do walki o przetrwanie przy swoich sztandarach, ale jutro także i o zapanowanie nad rzeczywistością polską. Masy zarazem realistyczne i zdolne do największych poświęceń i ofiar. Masy twarde, których nie denerwują pogróżki przeciwników, ani nie dezorientują odpryski przywódców. Masy ludowe młodej Polski są takie, jakimi chcieli je widzieć wielcy szermierze polskiej wolności od Kościuszki do Piłsudskiego. Są głęboko i niezłomnie patriotyczne, ale ich patriotyzm pociąga za sobą w ich świadomości nakaz walki o taką strukturę Państwa, w której mogłyby na siebie przyjąć odpowiedzialność za jego rozwój.

Dwudziestolecie Państwa Polskiego, a zatem dwudziestolecie rządów ludowych w Lublinie i Warszawie, dwudziestolecie lubelskiego manifestu, dwudziestolecie pierwszego wcielenia Polski ludowej, masy ludowe w Polsce obchodzą skupieniem się dokoła swoich, zaprawionych już w walce sztandarów. Sztandary czerwone, zielone i te nasze, najmłodsze, ale już święte, czarno-czerwone, łączą się w tym dniu ku obronie sprawy ludowej, która jest sprawą naszej Ojczyzny.

W dniu tym jeszcze raz uroczyście stwierdzamy, że wolna Polska, to nie tylko Polska politycznie niezawisła, ale ustrój państwowy, zapewniający człowiekowi wolność myśli i sumienia, gwarantujący równość i nie dopuszczający do wyzysku. Wolna Polska, to organizacja, gwarantująca człowiekowi swobodę twórczości i pełnego rozwoju kulturalnego. To – ludowa Polska pracy. Realizacji tak pojętej idei polskiej nikt nie zdoła przeszkodzić. Gry polityczne „elit” mogą ją tylko odwlec.

Kazimierz Zakrzewski (1938)

Przedruk pochodzi z portalu Lewicowo.pl. Tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Front Robotniczy” – organ Związku Związków Zawodowych, nr 23/24, 1 listopada 1938 r. Od tamtej pory nie był wznawiany. Poprawiono pisownię wedle obecnych reguł. Na potrzeby Lewicowo.pl udostępnił i przygotował Piotr Grudka.

Kazimierz Zakrzewski (1900-1941) – działacz polityczny, publicysta, naukowiec. Wybitny historyk, habilitował się w wieku 27 lat, profesor Uniwersytetu Lwowskiego, czołowy przed wojną polski bizantynista, od roku 1935 szef Katedry Historii Bizancjum na Uniwersytecie Warszawskim. Jeden z czołowych działaczy polskiego syndykalizmu i lewicy piłsudczykowskiej (jej skrajnie lewego skrzydła). Działał w Związku Patriotycznym, należał do twórców Związku Naprawy Rzeczypospolitej, aktywny w Generalnej Konfederacji Pracy i w Związku Związków Zawodowych (od 1937 r. członek prezydium Centralnego Wydziału ZZZ, od 1939 r. jeden z trzech wiceprezesów Związku), związany był również ze środowiskiem pisma „Droga”. W obliczu ewolucji w prawo głównego rdzenia sanacji, w drugiej połowie lat 30. zwolennik współpracy z PPS, Stronnictwem Ludowym i radykalną inteligencją. Publicysta „Frontu Robotniczego” i „Przełomu”, w roku 1937 był przez kilka miesięcy zastępcą redaktora naczelnego lewicująco-syndykalistycznego dziennika „Głos Powszechny”, jednak pismo upadło z powodu częstych konfiskat ze strony cenzury obozu rządzącego. Autor kilku książek i broszur politycznych, m.in. „Kryzys demokracji” (swoisty manifest środowiska polskich syndykalistów), „Nowa Polska w nowej Europie” i „Filozofia narodu, który walczy i pracuje (nacjonalizm Stanisława Brzozowskiego)”. Podczas okupacji należał do twórców podziemnego ugrupowania polityczno-wojskowego Związek „Wolność i Lud” (przemianowany w 1941 r. na Związek Syndykalistów Polskich). Aresztowany w ramach akcji represyjnej przeciwko polskiej inteligencji, rozstrzelany przez hitlerowców 11 marca 1941 r. w Palmirach.