Absolwenci Akademii Spółdzielczości

Na zdjęciu: Janvieve Williams Comrie oraz Omar Freilla w towarzystwie absolwentów Akademii Spółdzielczości. Od lewej do prawej znajdują się przedstawiciele: Caracol Interpreters, Ginger Moon, Green Worker Cooperatives, HTINK oraz Concrete Green. Autor zdjęcia: Stephen O’Byrne.

Akademia Spółdzielczości, Bronx, Nowy Jork

Niewiele osób wie, jak zrealizować swój pomysł na spółdzielnię. Akademia Spółdzielczości ma im w tym pomóc. Akademia została założona 4 lata temu przez Omara Freilla’ę (który znalazł się jakiś czas temu na liście 100 najbardziej wpływowych osób amerykańskiego magazynu „Ebony”). Uczestnicy Akademii biorą udział w trwających 16 tygodni intensywnych kursach, podczas których mogą liczyć na doradztwo w zakresie prawa i finansów oraz pomoc w projektowaniu logotypów i stron internetowych.

Akademia organizowana jest przez spółdzielnię Green Worker Cooperative z południowego Bronksu. W trakcie jednej edycji bierze udział do czterech zespołów. Do tej pory kurs ukończyły cztery spółdzielnie, które teraz prężnie działają w Nowym Jorku. Wśród nich są Caracol Interpreters, spółdzielnia tłumaczy oferująca stawki wyższe od przeciętnych, oraz Concrete Green, spółdzielnia zajmująca się przyjazną dla środowiska architekturą krajobrazu. Kolejne sześć spółdzielni jest w fazie rozruchu.

„Jestem zaskoczona, jak mało przeciętni ludzie wiedzą na temat spółdzielni i ich zakładania”, mówi Janvieve Williams Comrie, członkini spółdzielni Ginger Moon, która również brała udział w kursie.

„Akademia Spółdzielczości daje potrzebne know-how”. Można się dowiedzieć nawet, skąd wziąć 1,5 tys. dolarów na opłacenie kursu. Freilla jest przekonany, że zespoły powinny przeprowadzić w tym celu zbiórkę pieniędzy — nawet jeśli są w stanie sfinansować kurs sami. „Organizując zbiórkę pieniędzy, promujesz swój pomysł na spółdzielnię, zyskujesz zwolenników i dajesz o sobie usłyszeć zanim cały program się zaczyna”, mówi. „Tego rodzaju wsparcie popchnie wasz biznes do przodu. Jednocześnie możecie już na wstępie zobaczyć jak wam się w zespole współpracuje”.

Red Clouds Collective

Autor zdjęcia: Paul Dunn.

Red Clouds Collective, Portland, Oregon

Prowadzą aktywny tryb życia na łonie natury Północno-Zachodniego Wybrzeża. Każdy z nich ma zacięcie do pracy twórczej. Dlatego też wydawało im się naturalne, żeby rzucić pracę w korporacji i wspólnie założyć w Portland w stanie Oregon Red Clouds Collective, spółdzielnię pracowniczą produkującą wyroby z płótna i skóry. Red Clouds Collective skupia talenty różnych artystów i pozwala im utrzymywać się z rzemiosła na poziomie, który byłby nieosiągalny, gdyby działali osobno. Procentowy system płacowy jest korzysnty zarówno dla osoby projektującej produkt, wytwarzającej go, jak i całego kolektywu. Firma istnieje rok i można już mówić o sukcesie. Który produkt cieszy się największą popularnością? theGOODbook™, czyli skórzany portfel, etui na iPhone’a i notes w jednym. Od lewej: Owen Johnson, Seth Neefus, Jason Thomas Brown i Casey Neefus w garażu zamienionym na fabrykę.

Seward Cafe

Autor zdjęcia: Paul Dunn.

Seward Community Cafe, Minneapolis

Prowadzenie spółdzielczego biznesu to jedno. Wyciągnięcie ręki do konkurencji to już coś zupełnie innego. Seward Cafe w Minneapolis pożyczyło 10 tys. dolarów Hard Times Cafe, gdy ta firma pracownicza z powodu przedłużającego się remontu znalazła się w tarapatach. „Są dla nas jak młodsza siostra”, mówi Nils Collins, pracownik Seward, najstarszej prowadzonej kolektywnie restauracji w kraju. „Nie można funkcjonować w świecie, w którym wszystko jest w rękach dużych korporacji. Wzajemna pomoc i solidarność są dużo bardziej skuteczne”. Obie firmy często pomagają sobie w przygotowywaniu deklaracji podatkowych, a nawet w dostarczaniu żywności. „Nazywamy to przyjacielską rywalizacją”, mówi Rozina Doss, księgowa w Hard Times. „Firma zarządzana przez pracowników ma swój własny zestaw problemów, nasze wzajemne relacje wynikają z tego, że tak samo jak my dążą oni do zmiany sposobu, w jaki wykonywana jest praca”.

Spółdzielnia pacjentów/lekarzy, Houston

Don McCormick, który wcześniej pracował na kierowniczym stanowisku w sektorze ubezpieczeń zdrowotnych, otworzył ogólnodostępną klinikę, prowadzoną przez fundację. Chciał w ten sposób lepiej zrozumieć problemy trapiące służbę zdrowia. Zdziwiło go, że osoby nieubezpieczone są gotowe płacić symboliczną miesięczną składkę — przykładowo 18 dolarów — jeśli to da im gwarancję dostępu do opieki medycznej. McCormick zorientował się też, że lekarze zarabiają więcej, gdy pacjenci płacą im bezpośrednio — nawet poprzez te symboliczne składki — niż gdy odbywa się to za pośrednictwem np. Medicare albo Medicaid. Mając to na uwadze, McCormick założył w 2005 roku spółdzielnię pacjentów/lekarzy (Patient/Physician Cooperative) z siedzibą w Houston, w której skład wchodzi obecnie 60 klinik. Członkowie spółdzielni, działając w grupie, mogą kupować usługi medyczne po przystępnych cenach. Nie ma żadnych współpłatności lub kwalifikacji dla osób ze schorzeniami istniejącymi w momencie zawarcia umowy ubezpieczeniowej, a ten model działania rozprzestrzenił się do Północnej Karoliny i Portland w stanie Oregon. „Nasz pomysł okazał się bardzo praktyczny”, mówi McCormick, „i jest lepszy od rozwiązań proponowanych przez innych”.

Społecznościowy ogród leśny, Providence, Rhode Island

Nowe nasadzenia w Roger Williams Park sięgają około metra nad ziemią. Za kilka lat pojawią się na nich zielone warzywa i zioła lecznicze. Będzie je można za darmo zbierać, a oprócz nich również grzyby, rośliny bulwiaste i różne surowce włókniste. Projekt jadalnego lasu w parku Roger Williams Park, zainicjowany w kwietniu 2012 roku, realizowany jest przez Uniwersytet Rhode Island we współpracy z władzami miejskimi. Lokalizacja nie jest przypadkowa. Ponad 83% okolicznych mieszkańców żyje na – jak to określa Departament Rolnictwa USA – żywnościowej pustyni, czyli z ograniczonym dostępem do sklepów sprzedających świeże produkty. W przyszłych latach jadalny las, który położony jest przy ogólnodostępnym ogródku, zapewni orzechy, korę, owoce oraz paliwo. Podobne projekty pojawiają się na innych obszarach miejskich. Beacon Hill Food Forest w Seattle — ufundowany w części z grantu w wysokości 20 tys. dolarów przyznanego przez Wydział ds. Dzielnic Miejskich Seattle — to największy jadalny las na terenach publicznych w kraju.

Quimper Mercantile

Zdjęcie dzięki uprzejmości Quimper Mercantile.

Handel w rękach społeczności, Port Townsend, Waszyngton

„Tutaj żyjemy, tutaj pracujemy, tutaj inwestujemy. Chcemy tu tylko kupić parę skarpet”, brzmi motto sklepu Quimper Mercantile w Port Townsend w stanie Waszyngton. Gdy w 2011 roku zamknięto ostatni sklep spożywczo-przemysłowy okazało się, że mieszkańcy tego miasteczka na uboczu nie mają zbyt wielu możliwości, jeśli chodzi o zakup podstawowych rzeczy, a nie chcą zapraszać do siebie sieci Wal-Mart. Co zrobili? Lokalni działacze społeczni i przedsiębiorcy zgromadzili 50 tys. dolarów, utworzyli spółkę i zaczęli sprzedawać udziały w niej przyjaciołom i sąsiadom. Kupiło je do tej pory ponad 1000 osób — jeden udział ma wartość 100 dolarów — za łączną kwotę 570 tys. dolarów. Dzięki temu sklep Quimper Mercantile otworzył swe podwoje w październiku 2012 roku. Gdy osiągnięta zostanie suma 950 tys. dolarów, inwestorzy będą mogli odsprzedawać swoje udziały. „Jesteśmy firmą nastawioną na zysk, nie jesteśmy spółdzielnią”, mówi Peter Quinn, dyrektor generalny. „Chodzi więc zasadniczo o zakup udziałów w firmie rozpoczynającej działalność, ze wszystkimi możliwościami i ryzykami jakie to ze sobą niesie”. Na tym etapie inwestujący są motywowani nie tyle perspektywą zysku co chęcią budowania społeczności. „Cel dużo bardziej altruistyczny”, mówi Quinn.

Spółdzielnia Duvall Riverside Village

Autor zdjęcia: Ben Guss.

Zakup gruntów w ramach spółdzielni, Duvall, Waszyngton

Mobilne domy zapewniają długookresowe i niedrogie zakwaterowanie, ale problemem mogą być wzrosty opłat lub eksmisja. W zeszym roku w Duvall w stanie Waszyngton 24 osoby mieszkające w mobilnych domach założyły spółdzielnię, żeby razem kupić teren, na którym takie domy są stawiane. Cena: 1,18 miliona dolarów. Wydaje się to dużo, ale Ben Guss z Północno-Zachodniego Centrum Rozwoju Spółdzielczości zaproponował im, żeby zwrócili się do organizacji ROC USA Capital, która udzieliła pożyczek 125 tego rodzaju społecznościom w całym kraju. ROC nawiązało współpracę ze Stanową Komisją Finansowania Mieszkalnictwa w Waszyngtonie i teraz każdy członek spółdzielni Duvall Riverside Village Co-op płaci — już jako właściciel — 475 dolarów miesięcznie — tylko o 15 dolarów więcej niż wcześniej. „To świetne uczucie, gdy już nie wisi nad tobą miecz Damoklesa”, mówi Stewart Davidson, jeden z mieszkańców i prezes zarządu. „Gdy umrę, moja żona będzie tu mogła dalej żyć, nie martwiąc się, że pewnego dnia ktoś zapuka do drzwi i powie, że już tu nie mieszka”.


Claudie Rowe napisała powyższy artykuł do numeru czasopisma „YES! Magazine” z wiosny 2013 roku, poświęconego wpływowi spółdzielczości na gospodarkę.  Claudia pisuje na tematy społeczne już od ponad 20 lat, za co zdobyła liczne nagrody. Jej artykuły ukazały się w „Mother Jones”, „The New York Times”, „The Seattle Times” oraz „The Seattle Post-Intelligencer”.

Tekst jest tłumaczeniem artykułu, którego oryginał znajduje się pod adresem: http://www.yesmagazine.org/issues/how-cooperatives-are-driving-the-new-economy/7-ways-to-own-the-new-economy2014together i dostępny jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0 Unported.

Licencja Creative Commons