Kupują tanie i smaczne warzywa bezpośrednio od producentów i rolników przy okazji ucząc się współpracy i wspólnotowego myślenia.  Łączą ich podobne poglądy i wartości.  Dzięki zaangażowaniu właśnie takich osób w Polsce w ostatnich latach powstało już kilka kooperatyw spożywczych. Zapomniane do tej pory w naszym kraju idee kooperatyzmu i spółdzielczości zaczynają być coraz częściej promowane w przestrzeni publicznej.

Czym w takim razie jest kooperatywa? – Kooperatywa spożywcza to otwarte i dobrowolne zrzeszenie osób, które dokonują kolektywnych zakupów spożywczych – głównie warzyw i owoców. Słowo kolektywne rozumiemy jako wspólnie zamawiane, rozdzielane, odważane i odbierane – tłumaczy Wiktor Sadłowski z Gdańskiej Kooperatywy Spożywczej.

Warszawska Kooperatywa Spożywcza po zakupach

Świadome działania świadomych obywateli

Kooperatywy istnieją już w wielu większych miastach w Polsce, między innymi w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Poznaniu, Lublinie. Toruniu i Gdańsku. Prekursorami byli działacze z Warszawy, którzy jako pierwsi w Polsce w styczniu 2010 roku zdecydowali się na założenie kooperatywy, a potem współuczestniczyli w powstaniu innych – Powstały one z naszej inspiracji, tak jak Kooperatywa Spożywcza w Łodzi. Przekazywaliśmy internetowy system zamówień innym kooperatywom oraz dzieliliśmy się doświadczeniami. Grupa aktywistów z warszawskiej kooperatywy jeździła po różnych miastach w Polsce i organizowała spotkania propagujące kooperatywy.  Spotkania odbywały się w Poznaniu, Krakowie, Szczecinie, Toruniu i innych miejscowościach. W niektórych z nich (np. Poznań, Kraków) powstały kooperatywy – opowiada Aleksandra Bilewicz z Warszawskiej Kooperatywy Spożywczej.

Członkowie kooperatyw z całego kraju mieli okazje spotkać się i powymieniać  doświadczeniami także podczas I Zjazdu Kooperatyw Spożywczych, który odbywał się 14 – 15 kwietnia 2012 roku w Warszawie. Pomoc kolegów i koleżanek ze stolicy nie była jednak jedynym czynnikiem decydującym o zawiązaniu się kooperatyw w całej Polsce. W Poznaniu oraz Gdańsku, podobnie jak w Warszawie kooperatywę założyła grupa osób, która już w przeszłości wspólnie działała w organizacjach – Jeśli chodzi o grono założycieli, to  znaliśmy się już wcześniej z działalności w różnych lewicowych, antyglobalistycznych czy kontrkulturowych inicjatywach, jakie na przestrzeni lat pojawiły się w Trójmieście. Okoliczności zawiązania Gdańskiej Kooperatywy był dość znamienne: działo się to 25 maja, w dniu ogólnopolskiego dnia protestów związkowych przeciw drożyźnie i przerzucaniu kosztów kryzysu na społeczeństwo. To oczywiście przypadkowy zbieg okoliczności, ale uznaliśmy, że jak najbardziej pasujący do kontekstu – by równolegle do słusznych protestów tworzyć alternatywę wobec nieefektywnego modelu gospodarki – twierdzi Wiktor Sadłowski.

Były to więc świadome decyzje ludzi z całej Polski, dla których nie była to pierwsza w życiu inicjatywa polityczno – społeczna.

Gdańska Kooperatywa Spożywcza przygotowała przetwory z zakupionych warzyw

Zamawiają i spożywają

W jaki sposób odbywa się cały proces nabywania warzyw i owoców? – Działanie naszej kooperatywy polega na wspólnym kupowaniu produktów bezpośrednio od rolnika ekologicznego. W praktyce wygląda to tak, że raz w tygodniu każdy z kooperatystów wypełnia swoją rubrykę w tabeli zamówieniowej. Następnie osoba koordynująca zakupy w danym tygodniu (kupujący zmieniają się rotacyjnie – dop. red.), składa na jej podstawie dokładne zamówienie w gospodarstwie, a potem w dzień zakupów odbiera przywiezione produkty, rozlicza się z dostawcą i koordynuje ich obiór. Spotkania odbywają się obecnie w zaprzyjaźnionym Stowarzyszeniu w centrum Poznania –opisuje Krzysztof Ignasiak z Poznańskiej Kooperatywy Spożywczej.

Niektóre kooperatywy (w tym także gdańska i warszawska) dokonują zakupów również na giełdach warzywnych.  W działalności kooperatyw niezwykle ważne jest funkcjonowanie tzw. funduszu gromadzkiego – 10% ceny zakupów jest przeznaczane na fundusz gromadzki – wspólny fundusz kooperatywy, który przeznaczamy na rozwój, cele edukacyjne i kulturalne – wyjaśnia Aleksandra Bilewicz.

Osoba, która chce wstąpić do kooperatywy musi zapłacić kaucję członkowską. Jest to jednak opłata symboliczna i warto ją uiścić, bo po pewnym czasie członek kolektywu i tak zyskuje finansowo, dzięki temu, że produkty kupowane  bez pośredników są o wiele tańsze niż te „sklepowe” – Oszczędności cenowe są oczywiście niezaprzeczalną korzyścią z kooperatywnych zakupów. Obecnie w przypadku większości produktów zamawianych w kooperatywie płacimy ok. 70-80 % ceny, jaką musielibyśmy ponieść w detalicznym handlu spożywczym – potwierdza Wiktor Sadłowski.

Nie ma to jak kooperatywny piknik…

Warzywa upolitycznione

Oczywiście to nie doraźne korzyści materialne są głównym powodem zaangażowania nowego, młodego pokolenia kooperatystów – Naszym celem jest przede wszystkim stworzenie, choćby na bardzo małą skalę, alternatywę wobec kapitalistycznego systemu dystrybucji żywności. Chcemy ominąć pośredników, dać członkom i członkiniom dostęp do taniej i dobrej jakości żywności, wspierać żywność produkowaną lokalnie i w miarę możliwości ekologicznie – przekonuje Aleksandra Bilewicz.

Dlatego właśnie w działalności kooperatystów widać zainspirowanie myślą polityczną Edwarda Abramowskiego – ojca polskiego kooperatyzmu. Myśliciel ten odrzucał wszechwładzę państwa i postulował budowę „Rzeczpospolitej Kooperatywnej” opartej na aktywności obywateli zrzeszonych w związki, stowarzyszenia i właśnie kooperatywy – Nie ukrywamy tego, że dorobek ideowy Abramowskiego jest dla nas bardzo istotny. To właśnie Abramowski postrzegał kooperatywy nie jako zwykły system pomocy, lecz sposób na zmianę społeczną i walkę z niesprawiedliwościami kapitalizmu od strony konsumpcji i zbytu towarów. Jego idee są nadal aktualne w dzisiejszych czasach, w których istnieje proces deindustrializacji. Siła nacisku kooperatystów zrzeszonych dodatkowo w związki kooperatyw mogłaby okazać się potężniejsza nawet niż największy strajk. Dodam, że w przypadku kooperatyw spożywczych istnieje możliwość wpływu na jakość produkcji rolnej. Zmniejszając rolę pośredników i hipermarketów w nabywaniu żywności, mamy bezpośredni kontakt z rolnikami. Dzięki temu powstaje więź pomiędzy nabywcą a sprzedającym i temu ostatniemu bardziej zależy na jakości produktów. My wierzymy w to, że jesteśmy w stanie zmieniać rzeczywistość. Abramowski twierdził, że świat ludzki nie jest ostatecznie ukształtowany i od twórczego wysiłku obywateli może wiele zależeć – powiedział Wiktor Sadłowski.

Aspekt społeczny ma więc zasadnicze znaczenie w działalności kooperatyw, a jego pielęgnowanie przybiera różne formy. Warszawska Kooperatywa Spożywcza oprócz zakupów organizuje spotkania Klubu Dyskusyjnego WKS a także urodziny kooperatywy, na których propagowane są polityczne idee. Z kolei Gdańska Kooperatywa Spożywcza ostatnio organizowała prezentację filmu dotyczącego zaangażowania Palestyńczyków w kooperatywy spożywcze, spółdzielcze markety oraz inne oddolne inicjatywy.

Smacznie i zdrowo na I Zjeździe Kooperatyw Spożywczych w Warszawie

Będą nas miliony?

Z dalekosiężnych celów naszych rozmówców dotyczących zmiany systemu w sposób oddolny wynikają konkretne plany na przyszłość –  Marzy nam się stworzenie sieci kooperatyw – najlepiej w każdym mieście, a nawet dzielnicy. Chcemy również ściśle współpracować z rolnikami, najlepiej tak, żeby mogli dostosować swoją produkcję do naszych potrzeb i weszli z nami w bliskie relacje. Czyli docelowo chcemy stworzyć sieć bezpośredniej współpracy między producentami i konsumentami. Zdajemy sobie oczywiście sprawę, że przed nami jeszcze bardzo długa droga. Wzorem dla wielu z nas jest tzw. CSA – (community supproted agriculture, czyli rolnictwo wspierane przez społeczność) – w którym ścisła współpraca z gospodarstwem polega na tym, że konsumenci pomagają w pracy na roli (np. w czasie żniw) oraz dzielą z rolnikami odpowiedzialność za zbiory – płacą za żywność z wyprzedzeniem, niezależnie od tego, czy zbiory w danym roku będą udane, czy nie – mówi Aleksandra Bilewicz.

Polscy aktywiści mają nadzieje, że za kilka lat kooperatywy u nas będą tak silne jak w innych krajach – Mieliśmy okazję poznać działanie zagranicznych kooperatyw na naszym Zjeździe w Warszawie. O swoich doświadczeniach opowiadali spółdzielcy z Lyonu, Freiburga, Pragi oraz Kopenhagi. Jedna z tych kooperatyw jest oparta właśnie na CSA. W trakcie spotkania dowiedzieliśmy się, że są to kooperatywy lepiej działające, mające lepsze kontakty z rolnikami. Ogólnie w innych krajach Europy jest to zdecydowanie prężniejszy ruch – podsumowuje nasza rozmówczyni.

Zaangażowanie obywateli w kooperatywy  było, jest i będzie problemem,  a jednocześnie wyzwaniem, z którym nasi rozmówcy będą musieli się nieustannie się mierzyć. W tej chwili kooperatywa warszawska liczy 130 osób, gdańska 80 osób, a poznańska 60. Jednak nie wszyscy zapisani członkowie wykazują się regularną aktywnością. Natomiast jedno jest pewne – na naszych oczach zaczął tworzyć się w Polsce niespotykany dotąd pod względem celów i działań ruch społeczny. Na razie tylko raczkuje, jest niewielki, ale już osiągnął swoje pierwsze, małe sukcesy – spowodował zacieśnienie więzów w grupie osób, których łączą wspólne idee i wartości, a także wzbudził zainteresowanie mediów i tym samym przyczynił się do tego, że o kooperatyzmie zaczyna się coraz częściej mówić.  Od nas wszystkich zależy, czy ruch ten należycie się rozwinie i czy za kilkanaście lat w Polsce nie będzie już ani jednego miasta bez kooperatyw spożywczych.

Bartosz Oszczepalski

Tekst ukazał się w grudniu 2012 r. Zdjęcia opublikowane dzięki uprzejmości kooperatyw.