Slot Art Festival jest jednym z największych festiwali kultury alternatywnej w Polsce, dodatkowo z bardzo silnym przekazem społecznym. Tworzony nie przez wielkie korporacje, a grupkę zaangażowanych aktywistów wydaje się bardzo atrakcyjnym punktem na letniej, festiwalowej mapie Polski. O początkach tej inicjatywy, planach na przyszłość, ofercie festiwalu oraz o wielu innych kwestiach, rozmawialiśmy z Michałem Popielą, odpowiedzialnym za promocję tego projektu.

Od ilu lat organizujecie festiwal i jaka jest jego historia? Co was skłoniło do podjęcia tej inicjatywy?

Michał Popiela: Zeszłoroczny Slot Art Festival był XX, jubileuszową edycją imprezy. Historia Slotu sięga lat 80 i kontrkulturowego fermentu tamtych lat. Wtedy na zaproszenie kilku osób przyjechał z Amsterdamu do Polski punkowo – nowofalowy zespół No Longer Music (NLM). Potem ekipa dzisiejszego Slotu jeszcze kilkakrotnie organizowała w Polsce koncerty dla NLM. Były to  niepowtarzalne, magiczne, uduchowione spotkania – publika zostawała po koncertach, po to, żeby rozmawiać i modlić się. To właśnie chrześcijańskie korzenie stały się ważne dla organizatorów późniejszego Slot Art Festival. Duchowość jest dla nas istotnym źródłem inspiracji do poszukiwań artystycznych, dialogu i otwarcia na sprawy społeczne. Po pewnym czasie udało nam się namówić zespół, żeby zamiast kolejnych koncertów zorganizować zlot. Do miejscowości Stacze na Mazurach przyjechało ok 60 osób. Była to typowo punkowa impreza. Centralnym punktem była scena pod folią rozciągniętą między dwoma wojskowymi beczkami na której grały dwa zespoły. Ponieważ to wydarzenie szybko obrosło legendą, trzeba było szukać większego miejsca na organizację imprezy w następnym roku. Wybór padł na Twierdzę Boyen w Giżycku. Festiwal zaczął się rozwijać z dynamiką śniegowej kuli. Praktycznie bez żadnej promocji, prawie co rok podwajała się liczba uczestników, koncertów, potem warsztatów, spektakli, projekcji. Od 2001 roku festiwal odbywa się w pocysterskim zespole klasztornym w Lubiążu na Dolnym Śląsku. Czas trwania festiwalu również ulegał zmianie na przestrzeni lat – dziś jest to pięciodniowa impreza.

Koncert zespołu Gooral na Slot Art Festiwalu, fot: Tomasz Kiliszek

Co różni Slot Art od innych festiwali, które odbywają się w lecie?

M.P: Większość letnich festiwali ma typowo muzyczny charakter. Dla nas muzyka grana na kilku scenach podczas festiwalu ma kapitalne znaczenie, ale jednak nie nazywamy go festiwalem muzycznym. Równie ważne są dla nas warsztaty, dzięki którym młodzi ludzie mogą aktywnie rozwijać swoje pasje i zainteresowania artystyczne – codziennie odbywa się ok. 130 takich spotkań, wykładów i prelekcji. Organizujemy też pokazy filmowe oraz prezentacje organizacji pozarządowych. Dzięki zaangażowaniu osób związanych z wrocławskim środowiskiem literatów mamy coraz prężniejszą scenę literacką. Jest to festiwal, który ma dawać uczestnikom możliwość uczenia się, dialogu i odkrywania nowych horyzontów. Uwielbiamy wyzwalać w ludziach pokłady kreatywności i przyglądać się temu, jak biorą kulturę w swoje ręce, przestają być jej konsumentami, a stają się odbiorcami i w pewnym sensie również współtwórcami.

Zatrzymajmy się jednak na chwilę przy muzycznej stronie imprezy. Proszę powiedzieć jakiego rodzaju zespoły są zapraszane na wasz festiwal oraz wymienić kilka tych, które wystąpiły w tegorocznej edycji.

M.P: Na festiwalu gra kilka scen oferujących cały wachlarz brzmień. Duża scena to składy o wyrazistym charakterze, a jednocześnie gwarantujące świetną zabawę. Publiczność, która pojawiła się na festiwalu w tym roku, na długo zapamięta koncerty Lao Che, Luxtorpedy i Goorala, który okazał się absolutną rewelacją.

Miejscem, które koniecznie trzeba odwiedzić choć raz w trakcie festiwalu jest scena doświadczalna grająca późną nocą w klimatycznej katedrze. W tym roku zagrali m.in. Chłopcy Kontra Basia prezentujący niekonwencjonalne podejście do polskiego folkloru, a także uznani jazzmani – Grzech Piotrowski i Paweł Bzim Zarecki. Koncert został zakończony świetnym występem Joachima Mencla.

Mamy na festiwalu w kilka miejsc, w których grany jest inny rodzaj muzyki. Zwolennicy DIY i wyrazistego przekazu wybierają HC/PUNK Club (m.in. Aporia, Eye for an Eye, Astrid Lindgren), miłośnicy łagodnego bujania do białego rana udają się do reggae tentu (Muflon Dub, Macca Dub i Zasad, Japko Selecta), scena klubowa gra dubstep i dnb. Mamy również scenę konkursową, gdzie prezentują się młode kapele.

Taka różnorodność propozycji buduje klimat festiwalu – Slot przyciąga ludzi o różnych gustach, ale jednocześnie uczy ich przekraczania granic stylistycznych.

W jaki sposób definiujecie kulturę alternatywną?

M.P: Odpowiedź na pytanie o kulturę alternatywną staje się z roku na rok coraz trudniejsza. Zależy nam na artystach szczerych, uczciwie i poważnie traktujących swoją publiczność. Nie tylko zabawiających, ale rzucających wyzwania i zmuszających do myślenia. Po tegorocznym festiwalu miałem wrażenie, że dla dzisiejszych szesnastolatków mądrą i odważną alternatywą może być np. Krzysztof Zanussi.

Warsztaty gospel na Slot Art Festiwalu, fot: Marika Graczyk

Wróćmy do wątku, który już wcześniej poruszyłeś– czyli do społecznego przekazu festiwalu. Na czym on dokładnie polega? Czy jest on ważniejszy od rozrywkowo – muzycznej części festiwalu?

M.P: Na pytanie o wagę aspektu społecznego odpowiem nieco wymijająco: aspekt społeczny jest dla nas bardzo ważny, choć nie będę próbował budować hierarchii ważności. Dzięki specyficznej konstrukcji festiwalu, pojawia się na nim mnóstwo młodych ludzi, dla których jest to pierwsza okazja by spotkać się z alternatywnym myśleniem o problemach społecznych, czy też z ambitniejszym kinem. Często to spotkanie przeradza się w aktywne działanie, otwarcie nowego kierunku w życiu młodego człowieka. Aby mogło tak się dziać – musimy dbać o równowagę między aspektem rozrywkowo-muzycznym – jak go nazywasz, a społecznym, artystycznym, czy duchowym.

Tak bowiem rozumiemy naszą ideę: budzić, zachęcać do myślenia, pomóc odkrywać nowe horyzonty. Nigdy nie definiowaliśmy się w kategoriach jakimi lubią posługiwać się np. partie polityczne, raczej istotne są dla nas fundamentalne wartości – wrażliwość na potrzeby drugiego człowieka, otwartość na dialog.

Wspominałeś również o tym, że na festiwalu mają okazję zaprezentować się organizacje społeczne. Na stronie internetowej możemy przeczytać, że przedstawiciele tych organizacji prowadzą podczas Slotu wykłady. Uczestnicy festiwalu mogą również obejrzeć filmy społecznie zaangażowane. Proszę przybliż ten wątek czytelnikom naszego portalu.

M.P: W tym roku na festiwalu zaprezentowało się kilkanaście organizacji, m. in. Klub Gaja, Stowarzyszenie „Inny Dom”, czy „Czas Demokracji” – inicjatywa skupiająca rozmaite oddolne działania skupione w sieci „My Obywatele”. Ogromną popularnością cieszą się filmy dokumentalne poruszające ważne tematy społeczne, m.in. Zurbanizowani, czy Ambasador. Aby docenić i wzmocnić obecność naszych przyjaciół z organizacji pozarządowych na festiwalu, od dwóch lat organizujemy śniadania NGO, gdzie przy kawie, w swobodnej atmosferze można nawiązać nowe kontakty i porozmawiać na tematy ważne dla trzeciego sektora.

Przez lata Slot zyskał zdolność przyciągania pomysłowych ludzi, dla których stanowi forum, gdzie prezentują i poddają dyskusji swoje idee. W ten sposób w ostatnich latach staliśmy się ważnym ogniwem wśród organizacji  zajmujących się Sprawiedliwym Handlem. Ponadto dzięki Stowarzyszeniu Obywatele Obywatelom możemy uczestnikom festiwalu przekazywać wiedzę o spółdzielczości.

Skąd pozyskujecie fundusze na organizacje festiwalu?

M.P: Głównym źródłem przychodu są bilety – festiwal to odpłatna działalność pożytku publicznego. Otrzymujemy też darowizny i granty na działalność kulturalną i promocję wolontariatu, między innymi od Marszałka Dolnośląskiego, Starosty Wołowskiego oraz Burmistrza Miasta i Gminy Wołów.

Jakie zasady panują na polu festiwalowym?

M.P: Od początku trwania festiwalu funkcjonujemy pod hasłem ‚5 dni bez chemii i przemocy’. Na festiwalu obowiązuje zakaz wnoszenia i spożywania narkotyków i alkoholu, i każdy kolejny rok utwierdza nas w przekonaniu, że warto iść w tym kierunku. Incydenty związane z przemocą możemy policzyć na palcach jednej ręki, opinia o festiwalu jako miejscu bezpiecznym jest na tyle ugruntowana, że przyjeżdżający do nas rodzice nie obawiają się pozwalać swoim dzieciom samodzielnie poruszać się po festiwalowej wiosce.

Wykład Szymona Surmacza ze stowarzyszenia Obywatele Obywatelom, fot: Marika Graczyk

Czy na festiwalu pracują wolontariusze?

M.P: Oczywiście! Co piąta osoba uczestnicząca w festiwalu nosi plakietkę wolontariusza – w tym roku było to ponad tysiąc osób! Wolontariat to motor, fundament, ale również i jeden z celów festiwalu. Wolontariusze przygotowują lubiąski klasztor na przyjęcie festiwalowych gości, dbają o porządek, ochraniają, tłumaczą, udzielają informacji, pracują w kafejkach, ale także prowadzą warsztaty i wykłady, czy produkują Slot TV – profesjonalny festiwalowy program telewizyjny.

Motywacje wolontariuszy są bardzo różne. Niektórzy angażują się w wolontariat, bo dzięki kilku godzinom pracy dziennie mają bezpłatny wstęp na festiwal. Inni nie wyobrażają sobie bycia na festiwalu w innym charakterze – wolontariat daje im poczucie udziału w czymś ważnym, możliwość rozwoju i twórczej współpracy. Jeszcze inni są autentycznie, ideowo zaangażowani w festiwal. Każda z tych motywacji nas cieszy – dzięki wolontariatowi ludzie uczą się nowych rzeczy, stawiają kolejne kroki. Znamy też historie osób, dla których wolontariat na festiwalu stał się wstępem do ciekawej, twórczej pracy zawodowej.

Jak wiadomo na festiwalach muzycznych w Polsce istnieje bariera pomiędzy organizatorami a uczestnikami. Festiwal traktowany jest jak biznes – klient przyjeżdża, płaci, obejrzy koncerty i wraca. Nie ma interakcji. Jak to u was wygląda? Czy staracie się budować więzy pomiędzy wami a uczestnikami?

M.P: Slot zna historię ludzi, którzy przyjeżdżali na swój pierwszy festiwal jako uczestnicy, po to, by za rok wrócić jako wolontariusze – nie dlatego, że nie było ich stać na bilet, ale dlatego, że chcieli być bliżej centrum wydarzeń, przeżyć ten festiwal bardziej. Drugą – obok wolontariatu – cechą Slotu jest konsekwentne budowanie przestrzeni do rozmowy i poznawania się. Obok koncertów, gdzie kilkutysięczny tłum bawi się pod sceną, mamy kilka kafejek z kawą Fair Trade i ponad setkę warsztatów, które dzielą ten wielotysięczny tłum na 15 – 30 osobowe grupy, które wspólnie pracują i rozmawiają na interesujące tematy. To sprawia, że ludzie na festiwalu autentycznie się poznają. Osoby, które jeździły na festiwal dziesięć lat temu, żeby szaleć pod sceną i uczyć się żonglerki, albo chodzenia na szczudłach – dziś wracają ze swoimi dziećmi by w piknikowej atmosferze spotkać się z ekipą starych znajomych. Nasi wieloletni przyjaciele często służą nam radą i wsparciem.

SlotArt jest festiwalem obywatelskim, robionym nie przez wielkie korporacje, tylko grupkę zaangażowanych osób. Proszę powiedzieć – dlaczego warto angażować się w takie inicjatywy?

M.P: Taka intensywna, a często pełna napięć współpraca jest niesamowitą szkołą życia. Odnoszę wrażenie, że festiwalowy tydzień (bo dla wolontariuszy festiwal jest nieco dłuższy niż dla uczestników) daje wielu wolontariuszom więcej w dziedzinie umiejętności interpersonalnych, zarządzania zespołem, czy radzenia sobie ze stresem niż najdroższe kursy.

Poza tym – to wakacyjne wydarzenie może przełożyć się na działania całoroczne. Na Slocie tworzą się grupy ludzi, którzy później lokalnie, w swoich miastach podejmują nowe, mniej lub bardziej trwałe działania.

Czy działacie w ramach jakiegoś stowarzyszenia? Jeśli tak – czym ono zajmuje się  oprócz organizacji festiwalu?

M.P: Slot Art Festival organizowany jest przez Stowarzyszenie Lokalnych Ośrodków Twórczych (SLOT). Festiwal przez lata stał się „okrętem flagowym”stowarzyszenia, choć nie jest jedynym jego działaniem. Nasi przyjaciele w różnych miastach – bądź to działając nieformalnie, bądź jako oddział SLOT organizują rozmaite projekty kulturalne, jednorazowe albo cykliczne, efemeryczne lub stałe.

W Krakowie kilka lat temu zebrał się zespół slotowych przyjaciół, a jednocześnie pasjonatów podróży. Od początku 2009  dwa razy w roku organizują weekendową imprezę gromadzącą podróżników i kuglarzy. Slot Festy ‚O Wschodzie’ stanowią nieformalne otwarcie (wiosną) i zamknięcie (jesienią) sezonu kuglarskiego, a slajdowiska i opowieści z podróży stanowią przyczynek do ważnych dyskusji dotyczących dialogu międzykulturowego, Islamu, czy kwestii mniejszości etnicznych.

Jeśli stanowicie swego rodzaju społeczny kolektyw, to proszę powiedzieć jak funkcjonuje model demokratyczny wewnątrz waszego kolektywu, chociażby w kontekście podejmowania decyzji związanych z organizacją festiwalu?

M.P: Decyzje dotyczące koncepcji festiwalu, jego kierunku i rozwoju wypracowywane są w toku wspólnej dyskusji. Zwykle staramy się dojść do konsensusu, w miarę możliwości uwzględnić wszystkie pojawiające się głosy. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe – wtedy głosujemy, choć staramy się przede wszystkim rozmawiać.

Praktyczna organizacja imprezy wymaga mnóstwa pomniejszych decyzji, które delegujemy na mniejsze zespoły robocze, bądź pojedyncze osoby. W ciągu lat powstała dość rozbudowana, ale elastyczna struktura – działy produkcji, promocji, programu i administracji dzielą się na mniejsze zespoły, odpowiedzialne za poszczególne wycinki pracy nad festiwalem. Istnieje szeroka przestrzeń nieformalnej komunikacji, dzięki czemu ludzie wykonujący konkretne zadania, a zatem ci, którzy widzą, jak ustalenia realizują się w praktyce mają możliwość dostarczenia informacji zwrotnej, proponowania usprawnień i korekt.

Czy współpracujecie z władzami miasta, w którym odbywa się festiwal? Jeśli tak – to jak się układa ta współpraca?

M.P: Współpraca z lokalnymi władzami obejmuje przede wszystkim wsparcie finansowe i praktyczne festiwalu. Dostrzegamy przychylność ze strony pracowników lokalnych urzędów, choć oczywiście widzimy możliwości dalszego rozwoju tej współpracy.

Czy jako kolektyw lubicie sobie stawiać wyzwania związane z pracą przy festiwalu, która jest na pewno niełatwa?

M.P: Wyzwaniem jest na pewno wolontariat, o którym wypowiadałem się wcześniej w samych superlatywach. Wolontariat jest fantastyczną sprawą, pozwala nam zorganizować tak złożone logistycznie przedsięwzięcie, że jego produkcja w warunkach czysto komercyjnych byłaby kompletnie nierentowna. Ale też stawia pewne wymagania – związane z rekrutacją, zarządzaniem wolontariuszami, a w przypadku nielicznych wolontariuszy – jakością pracy. To ogólne wyzwanie związane z pracą wolontariacką staje się problemem, gdy mówimy o odpowiedzialnych stanowiskach. Często osoby, które doskonale sobie radzą z określonym wycinkiem pracy na festiwalu, muszą zostać zastąpione gdy np. skończą studia – i cały proces uczenia się rusza od nowa.  Z jednej strony – cieszymy się, że kolejni ludzie zdobywają nowe kompetencje, z drugiej – brak stabilności bywa problemem.

Inne wyzwanie wiąże się z misyjnym, czy też ideowym charakterem festiwalu. Prowadząc wieloletni projekt, trzeba uważać, by nie wpaść w koleinę rutyny i powtarzalności, sztuka polega na zachowaniu nowatorskiego charakteru i twórczej postawy. Jak dotąd potrafiliśmy w naszym własnym gronie prowadzić czasami zacięte dyskusje na temat celów i wizji naszego działania, a jednocześnie przyciągać nowych, kreatywnych ludzi. Mam nadzieję, że nadal będzie nas to chronić przed rutyną.

Spotkanie z Krzysztofem Zanussim, fot: Tomasz Kiliszek

Jakie są wasze plany na przyszłość związane z festiwalem i działalnością stowarzyszenia?

M.P: SLOT został zaproszony w charakterze partnera do udziału przy projekcie Wrocław – Europejska Stolica Kultury 2016. Trudno obecnie przewidzieć, w jakim kierunku rozwinie się współpraca. Wrocław jest najbliższym Lubiążowi dużym miastem, z którego pochodzi większość uczestników festiwalu. Większa obecność stowarzyszenia w mieście wydaje się być naturalnym kierunkiem rozwoju.

Cały czas chcemy wspierać i rozwijać działające w różnych miastach inicjatywy oddolne – podobne do wspomnianych przeze mnie wcześniej krakowskich SLOT Festów „O Wschodzie”.

Ile będą kosztować bilety na przyszłoroczną edycję i od kiedy można je kupować?

M.P: Slot Art Festival 2013 odbędzie się w dniach 9-13 lipca. Karnet indywidualny będzie kosztował 190 zł , ale w przedsprzedaży można nabyć karnety znacznie taniej, nawet po 120 zł (karnet grupowy) i 130 zł – indywidualny. Warto więc się spieszyć i zapewnić sobie miejsce odpowiednio wcześniej. Sprzedaż tegorocznych biletów ruszy w styczniu. Karnet uprawnia do wejścia na wszystkie wydarzenia festiwalowe i rozbicia namiotu – nie pobieramy osobnych opłat za pole namiotowe.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmowę prowadził Bartosz Oszczepalski

Strona internetowa festiwalu: http://slot.art.pl/pl/

Tekst ukazał się w listopadzie 2012 r. Zdjęcia opublikowane dzięki życzliwości stowarzyszenia.